Recenzje

Jarred

Dunn

pianista

Recenzje

Jarred Dunn – PortraitJarred Dunn – PortraitJarred Dunn – Portrait
Zwiastun albumu „Górecki's World of the Piano”.

Wocza­ch ca­łe­go świa­ta, Hen­ryk Gó­rec­ki ko­ja­rzo­ny je­st z for­ma­mi dłu­gi­mi — sym­fo­nicz­ny­mi — ta­ki­mi jak naj­bar­dziej roz­po­zna­wal­na, cu­dow­na, Sym­fo­nia pie­śni ża­ło­sny­ch, Trze­cia Sym­fo­nia, mi­lio­no­wy be­st­sel­ler z udzia­łem za­pie­ra­ją­cy­ch de­ch w pier­sia­ch brz­mień Dawn Upshaw. Ta sa­ma sym­fo­nia zo­sta­ła tak­że wy­ko­na­na przez Na­ro­do­wą Or­kie­strę Sym­fo­nicz­ną Pol­skie­go Ra­dia, któ­ra nada­ła jej bo­gat­szy i głęb­szy cha­rak­ter z du­cho­wą in­ter­pre­ta­cją Zo­fii Ki­la­no­wi­cz.

W po­rów­na­niu z emo­cjo­nal­ny­mi i po­tęż­ny­mi utwo­ra­mi sym­fo­nicz­ny­mi oraz chó­ral­ny­mi, mniej­sze kom­po­zy­cje Gó­rec­kie­go nie są do­brze zna­ne, a wy­ko­ny­wa­ne są nie­czę­sto. Al­bum Gó­rec­ki's World of the Pia­no, obej­mu­ją­cy la­ta 1955-2008, pre­zen­tu­je ca­ło­kształt prac na je­den i dwa for­te­pia­ny, z wie­lo­ma utwo­ra­mi skom­po­no­wa­ny­mi w mrocz­nym i trud­nym okre­sie po­wo­jen­nej Pol­ski. Jar­red Dunn wy­ko­nu­je utwo­ry so­lo­we, a w du­eta­ch to­wa­rzy­szy mu cór­ka kom­po­zy­to­ra — An­na Gó­rec­ka.

Toc­ca­ta na dwa for­te­pia­ny op. 2, nie­sa­mo­wi­ty wy­bu­ch Czte­rech pre­lu­diów op. 1, lśnią­cy spo­kój Ko­ły­san­ki op. 9 — naj­dłuż­szej mi­nia­tu­ry w sty­lu Cho­pi­na w In­ter­mez­zo — oraz wy­dłu­żo­na So­na­ta nr 1 op. 6, świad­czą o róż­no­rod­no­ści w twór­czo­ści Gó­rec­kie­go. Mu­zy­ka ta da­je peł­ną swo­bo­dę je­go cha­rak­te­ry­stycz­nie wy­so­kim, błysz­czą­cym, cier­pli­wie utrzy­ma­nym akor­dom, tak­że tym przy­po­mi­na­ją­cym dzwo­ny, któ­re — ni­czym lu­stro — od­bi­ja­ją in­ter­wa­ły za­mknię­te w krót­szy­ch, bar­dziej su­ge­styw­ny­ch fi­gu­ra­ch me­lo­dycz­ny­ch. Po­mi­mo wy­so­kie­go stop­nia trud­no­ści i eks­pre­sji utwo­rów, Dunn i Gó­rec­ka od­da­ją ich głę­bo­ki wy­miar i wy­ko­nu­ją je po mi­strzow­sku.

Raul da gama
The Whole Note
Za­li­czam Jar­re­da Dun­na do gro­na waż­ny­ch mu­zy­ków, pia­ni­stów, uczo­ny­ch i au­to­rów w dzie­dzi­nie wspa­nia­łej sztu­ki mu­zy­ki po­waż­nej.
DAVID DUBAL
WWFM: THE CLASSICAL NETWORK
Jar­red Dunn wy­ko­nu­ją­cy Ma­zur­ki op. 30 pod­czas Fe­sti­wa­lu Cho­pi­now­skie­go w Nowym Jor­ku, 2024.

Chopin’s Diary: The Mazurkas (...). ​Cią­gle obec­na w in­ter­pre­ta­cja­ch Dun­na, cha­rak­te­ry­stycz­na em­fa­za dru­giej czę­ści tak­tu — bar­dziej ago­gicz­na niż per­ku­syj­na. Przy­tu­py, któ­re przy­ta­cza­ne są w słow­ni­ko­wy­ch de­fi­ni­cja­ch ma­zur­ka (...) Dunn ujarz­mia i prze­kształ­ca w coś bar­dziej for­mal­ne­go, kul­tu­ral­ne­go i wy­ra­fi­no­wa­ne­go. To bal pol­skiej ary­sto­kra­cji (...).

Słu­cha­jąc je­go in­ter­pre­ta­cji ma­zur­ków, przy­szły mi na my­śl wy­ko­na­nia Ru­bin­ste­ina (...). Za te wraż­li­we, wy­ko­na­ne z czu­ło­ścią i eks­pre­syj­nie przed­sta­wio­ne wy­ko­na­nia, przy­zna­ję Jar­re­do­wi Dun­no­wi naj­wyż­szą re­ko­men­da­cję.

Jed­no z naj­lep­szy­ch wy­ko­nań Cho­pi­na od cza­sów Ru­bin­ste­ina.

JERRY DUBBINS
FANFARE MAGAZINE
Wy­bit­ny pia­ni­sta, Jar­red Dunn, do­łą­czył do Wi­leń­skiej Or­kie­stry Ka­me­ral­nej, by wy­ko­nać Kon­cert for­te­pia­no­wy e-moll na ga­li Mię­dzy­na­ro­do­we­go Kon­kur­su Cho­pi­now­skie­go w Wil­nie. Nie­sa­mo­wi­ty wy­ko­naw­ca.
TELEWIZJA POLSKA
Henryk Mikołaj Górecki at the piano
Henryk Mikołaj Górecki przy fortepianie.

Do cza­su po­ja­wie­nia się te­go krąż­ka wy­twór­ni AT­MA, do­stęp­na dys­ko­gra­fia pol­skie­go kom­po­zy­to­ra, Gó­rec­kie­go, po­zo­sta­wa­ła nie­peł­na. Roz­wią­za­niem te­go pro­ble­mu by­ło na­gra­nie Pię­ciu utwo­rów na dwa for­te­pia­ny, Op. 13 na al­bu­mie Gó­rec­ki’s World of the Pia­no. Już sam Ka­na­dyj­czyk, Jar­red Dunn, je­st wio­dą­cym au­to­ry­te­tem w za­kre­sie mu­zy­ki Gó­rec­kie­go (Blo­oms­bu­ry Pu­bli­shing wy­da nie­dłu­go je­go książ­kę Gó­rec­ki: The Pia­no Mu­sic), ale wia­ry­god­no­ść je­go in­ter­pre­ta­cji wzmoc­nio­na je­st tu­taj obec­no­ścią cór­ki kom­po­zy­to­ra — An­ny Gó­rec­kiej — pierw­sze­go for­te­pia­nu na dwó­ch kom­po­zy­cja­ch na dwa for­te­pia­ny.

Pięć utwo­rów na dwa for­te­pia­ny op. 13 — cykl w sty­lu se­ria­li­zmu jest rzad­kim przy­kła­dem wy­ko­rzy­sta­nia tej tech­ni­ki przez pol­skie­go kom­po­zy­to­ra, da­le­kim od je­go słyn­nej III Sym­fo­nii. Kon­cep­cyj­ny ry­gor Utwo­rów je­st uwy­dat­nio­ny w tej in­ter­pre­ta­cji dzię­ki do­sko­na­łe­mu wy­czu­ciu ko­lo­ru Dun­na i Gó­rec­kiej.

Toc­ca­ta op. 2, tak­że na dwa for­te­pia­ny, je­st przy­kła­dem sty­lu per­ku­syj­ne­go i mo­to­rycz­ne­go (przy­po­mi­na­ją­ce­go Mos­o­ło­wa), obec­ne­go w nie­któ­ry­ch utwo­ra­ch mu­zycz­ny­ch XX-wiecz­nej Eu­ro­py Wschod­niej, wy­ko­na­ne­go z du­żą mo­cą przez wspo­mnia­ny­ch pia­ni­stów. Do­bry utwór, ro­bią­cy du­że wra­że­nie.

Resz­ta pro­gra­mu skła­da się z utwo­rów so­lo­wy­ch, wy­ko­na­ny­ch z roz­ma­chem przez Dun­na. Świat w ni­ch przed­sta­wio­ny je­st cał­kiem po­dob­ny do te­go z Kon­cer­tu na kla­we­syn, z su­ro­wym to­na­li­zmem, wspie­ra­nym ce­lo­wym po­czu­ciem ryt­mu, jak u Szo­sta­ko­wi­cza. Od cza­su do cza­su ma­my do czy­nie­nia z przej­ściem w ato­nal­no­ść, jed­nak ob­szar ten nie był czę­sto eks­plo­ro­wa­ny przez Gó­rec­kie­go pod­czas je­go ka­rie­ry. To z te­go po­wo­du Po­lak był przez pe­wien czas za­li­cza­ny do gro­na kom­po­zy­to­rów „mi­ni­ma­li­stycz­ny­ch” (obok Glas­sa czy Re­icha) lub „spi­ry­tu­ali­stycz­ny­ch” (jak Arvo Pärt). Cho­ciaż kil­ka utwo­rów chó­ral­ny­ch i or­kie­stral­ny­ch moż­na luź­no po­wią­zać z ty­mi nur­ta­mi, Gó­rec­ki po­zo­sta­je da­le­ko od ty­ch szkół. Sta­je się to jesz­cze bar­dziej oczy­wi­ste kie­dy słu­cha­my te­go kom­plet­ne­go al­bu­mu, w któ­rym nie znaj­dzie­my wie­lu przy­kła­dów mo­gą­cy­ch za­li­czać się do wspo­mnia­ny­ch ga­tun­ków (Ko­ły­san­ka op. 9 i In­ter­mez­zo mo­gły­by mo­że zo­stać uzna­ne za smut­ne ku­zyn­ki utwo­ru Für Ali­na Pärta).

Od­kry­wa­my współ­cze­sne­go ar­ty­stę o praw­dzi­wie oso­bi­stym dys­kur­sie, któ­re­go sza­ra, mgli­sta wraż­li­wo­ść zo­sta­ła wspa­nia­le od­da­na przez Jar­re­da Dun­na. Do­ceń­my gę­sto­ść Czte­rech pre­lu­diów op. 1, sty­li­stycz­ny eklek­ty­zm Z pta­sie­go gniaz­da (gdzie po­stwe­be­ry­zm sty­ka się z Szo­sta­ko­wi­czem i folk­lo­rem), abs­trak­cyj­ną sen­su­al­no­ść Róż­ny­ch utwo­rów op. 52 i fu­rię So­na­ty nr 1 op 6.

Gó­rec­ki’s World of the Pia­no je­st waż­nym al­bu­mem o naj­wyż­szej war­to­ści ar­ty­stycz­nej.

FRÉDÉRIC CARDIN
PANM360, MONTREAL
Cóż za bu­rza emo­cji — Toc­ca­ta Hen­ry­ka Mi­ko­ła­ja Gó­rec­kie­go w wy­ko­na­niu Jar­re­da Dun­na i An­ny Gó­rec­kiej. Ich no­wy al­bum, „Gó­rec­ki’s World of the Pia­no”, za­wie­ra trzy­dzie­ści czte­ry utwo­ry… To nie­zwy­kle waż­na płyta!
PAOLO PIETROPAOLO
CBC NEWS: IN CONCERT
Zwiastun albumu „Brahms: In Solitude”.

Je­de­na­ście utwo­rów z te­go al­bu­mu two­rzy do­brze za­pla­no­wa­ną po­dróż przez po­ezyj­ną mu­zy­kę Brahm­sa, a Jar­red Dunn wy­ka­zu­je się na­tu­ral­nym ta­len­tem w jej wy­ko­ny­wa­niu.

Al­bum otwie­ra­ją trzy utwo­ry z Klavierstücke op. 118, praw­do­po­dob­nie naj­bar­dziej roz­po­zna­wal­ne kom­po­zy­cje z okre­su póź­nej twór­czo­ści Brahm­sa. Dunn przed­sta­wia nam róż­ne sty­le me­dy­ta­cyj­ne kom­po­zy­to­ra: naj­pierw dra­ma­tycz­ne i emo­cjo­nal­ne In­ter­mez­zo a-moll, na­stęp­nie li­rycz­ne In­ter­mez­zo A-dur (naj­słyn­niej­sze In­ter­mez­zo Brahm­sa), za­gra­ne kunsz­tow­nie z we­wnętrz­ny­mi li­nia­mi kon­tra­punk­tu, a na ko­niec zło­wiesz­cze, in­ten­syw­ne, chro­ma­tycz­nie barw­ne In­ter­mez­zo w es-moll.

Dwa mniej zna­ne utwo­ry z Klavierstücke op. 76 zo­sta­ły skom­po­no­wa­ne kie­dy Brahms stu­dio­wał Cho­pi­na i na­ce­cho­wa­ne są uro­czy­stą no­stal­gią. Dunn z wiel­ką wpra­wą ra­dzi so­bie z po­wta­rza­ją­cy­mi się ele­men­ta­mi, pod­kre­śla­jąc ich we­wnętrz­ne brz­mie­nia i ukry­te me­lo­die.

Dwa In­ter­mez­za E-dur z Fan­ta­sien op. 116 za­ska­ku­ją czę­sty­mi zmia­na­mi ryt­mu, har­mo­nii i me­lo­dii. Dunn two­rzy tu­taj ob­raz przy­ga­szo­ne­go i mi­ga­ją­ce­go świa­tła sce­nicz­ne­go, prze­kie­ro­wu­jąc uwa­gę z jed­ne­go mo­ty­wu na ko­lej­ny. Je­go zręcz­na in­to­na­cja i kla­row­no­ść po­twier­dza­ją zro­zu­mie­nie utwo­rów ido­la Brahm­sa, J. S. Ba­cha.

Brahms na­zwał trzy In­ter­mez­za op. 117 „ko­ły­san­ka­mi [je­go] ża­li”. Po­mi­mo ci­chy­ch la­men­tów, każ­de z ni­ch za­wie­ra mo­men­ty wzbu­rze­nia. In­ter­pre­ta­cje Dun­na są po­nad­cza­so­we i sta­tycz­ne, jed­nak ni­gdy nie wstrzy­mu­ją na­tu­ral­ne­go roz­pę­du mu­zy­ki. Je­go de­li­kat­ne brz­mie­nie je­st za­ra­zem peł­ne i do­no­śne oraz nie­wia­ry­god­nie ci­che.

Ostat­ni utwór, pierw­sze In­ter­mez­zo z Klavierstücke op. 119, by­ło bez wąt­pie­nia wy­bra­ne by po­zo­sta­wić słu­cha­czy w sta­nie re­flek­sji. Czu­le za­gra­ne Ada­gio przy­wo­łu­je na my­śl opis Cla­ry Schu­mann, któ­ra na­zwa­ła je „sza­rą per­łą” Brahm­sa. Pre­cy­zja Dun­na, je­go wy­czu­cie kie­run­ku mu­zycz­ne­go i zna­jo­mo­ść każ­dej bar­wy for­te­pia­nu są tu pierw­szo­pla­no­we.

Meg Freer
LASCENA MUSICALE, MONTREAL
Étude-Ta­ble­au c-moll op. 33 nr 3  Jarre­da Dun­na (...) zmia­ny na­stro­ju przed­sta­wio­ne są bez ziem­skiej przy­na­leż­no­ści. Są wrę­cz nie­ja­sne: wą­tłe ni­czym od­de­ch, ga­sną­ca wnet iskra, bły­ska­ją­ca dla chwi­li czy­ste­go je­ste­stwa. Bar­dzo emo­cjo­nal­ne słu­cho­wi­sko.
PETRA VON NEUMANN
MURRHARDTER ZEITUNG
Chopin Museum in Warsaw, Poland
Jar­red Dunn za­grał re­ci­tal w hi­sto­rycz­nym Pa­ła­cu Sta­szi­ca w War­sza­wie 6 lip­ca 2019 ro­ku.

Nie­ła­two je­st ob­co­kra­jow­co­wi grać Cho­pi­na w War­sza­wie — mie­ście Mię­dzy­na­ro­do­we­go Kon­kur­su Pia­ni­stycz­ne­go im. Fry­de­ry­ka Cho­pi­na… Cho­pin uwa­ża­ny je­st za re­pre­zen­tan­ta, ema­na­cję i kwin­te­sen­cję pol­sko­ści. Czy ob­co­kra­jo­wiec mo­że za­tem grać Cho­pi­na, je­śli wy­cho­wał się bez pol­ski­ch wierzb, ku­ja­wia­ków i obe­rków?

Ka­na­dyj­czyk Jar­red Dunn je­st jed­nym z ty­ch, któ­rzy mo­gą. Oczy­wi­ście w grze zna­ko­mi­te­go ka­na­dyj­skie­go pia­ni­sty nie za­bra­kło tej „pol­sko­ści”, z któ­rą miał oka­zję grun­tow­nie się za­po­znać w cza­sie swo­ich „Ma­ster Stu­dies” w Ka­to­wi­ca­ch czy póź­niej w Byd­gosz­czy u naj­lep­szy­ch pol­ski­ch pe­da­go­gów. Sły­chać ją by­ło w każ­dym z utwo­rów od Nok­tur­nu c-moll op. 48, z je­go dra­ma­ty­zmem bu­do­wa­nym przez wy­ko­naw­cę od pierw­szy­ch akor­dów i tra­gicz­nym za­koń­cze­niem, po­przez Sche­rzo E-dur op. 54 za­gra­ne z wiel­ką wraż­li­wo­ścią, zna­ko­mi­tym dźwię­kiem i mi­strzo­stwem tech­nicz­nym aż — i szcze­gól­nie — po Po­lo­ne­za-Fan­ta­zję op. 61.

W każ­dym z gra­ny­ch utwo­rów Jar­red Dunn po­pi­sał się za­rów­no wir­tu­oze­rią, jak i zna­ko­mi­tym wy­czu­ciem sty­lu, ele­gan­cją, szla­chet­ną, nie na­rzu­ca­ją­cą się emo­cjo­nal­no­ścią, pa­sją bez po­pa­da­nia w pa­te­ty­zm, prze­pięk­nym pia­no i po­tęż­nym for­te, śpiew­ną ale nie prze­sło­dzo­ną kan­ty­le­ną, sze­ro­kim fra­zo­wa­niem i bar­dzo bo­ga­tą, peł­ną niu­an­sów pa­le­tą barw dźwię­ku.

Nina Sankari
Fundacja K. Łyszczyńskiego, Warszawa
Szcze­gól­ną uwa­gę zwró­cił na sie­bie mło­dy ka­na­dyj­ski pia­ni­sta, Jar­red Dunn, któ­ry wy­ko­nał po­pu­lar­ny Kon­cert d-moll Mo­zar­ta. Po­le­co­ny przez dy­ry­gen­ta, ka­na­dyj­ski pia­ni­sta na sce­nie za­de­mon­stro­wał nie tyl­ko tech­nicz­ną do­sko­na­ło­ść. Uważ­ni słu­cha­cze do­strze­gli rów­nież je­go zro­zu­mie­nie sty­lu Mo­zar­ta, per­fek­cyj­ne zgra­nie z or­kie­strą oraz sub­tel­ne, głę­bo­kie do­świad­cze­nie wy­kre­owa­ne przez praw­dzi­we­go mu­zy­ka.
TATYANA YAKUSHEVA
I Program Radia BIałoruskiego
Jarred Dunn with Anna Górecka in Katowice
Jarred Dunn z Anną Górecką w Katowicach.

No­we na­gra­nie ka­na­dyj­skie­go pia­ni­sty Jar­re­da Dun­na i pol­skiej pia­nist­ki An­ny Gó­rec­kiej za­wie­ra kom­plet utwo­rów na je­den i dwa for­te­pia­ny Hen­ry­ka Mi­ko­ła­ja Gó­rec­kie­go (1933-2010). Słu­cha­cze bar­dziej za­zna­jo­mie­ni z III Sym­fo­nią Gó­rec­kie­go („Sym­fo­nią pie­śni ża­ło­sny­ch”) od­kry­ją kra­jo­braz bar­dziej su­ro­wy i pe­łen dy­so­nan­su. Al­bum pre­zen­tu­je róż­no­rod­ny ze­staw utwo­rów skom­po­no­wa­ny­ch w la­ta­ch 1955-2008, w tym mi­nia­tu­ry i utwo­ry na­pi­sa­ne dla kon­kret­ny­ch osób czy na okre­ślo­ne oka­zje. Po­ka­zu­ją one mi­ło­ść Gó­rec­kie­go dla for­te­pia­nu i róż­no­rod­no­ść dźwię­ków ja­kie moż­na z nie­go wy­do­być — od oszczęd­ny­ch, li­rycz­ny­ch li­nii me­lo­dycz­ny­ch do gę­sty­ch, nie­mal kon­fron­ta­cyj­ny­ch struk­tur. Mię­dzy­po­ko­le­nio­wa, in­ter­kul­tu­ro­wa współ­pra­ca Dun­na z Gó­rec­ką, cór­ką kom­po­zy­to­ra, w utwo­ra­ch na dwa for­te­pia­ny, za­owo­co­wa­ła krąż­kiem wy­jąt­ko­wym, in­ter­pre­ta­cyj­nie mi­strzow­skim.

Toc­ca­ta na dwa for­te­pia­ny je­st zło­żo­na, kan­cia­sta, peł­na dy­so­nan­sów i, przede wszyst­kim, wir­tu­ozyj­na. Peł­na trud­ny­ch ryt­mów i syn­kop, wy­ma­ga pre­cy­zyj­nej ko­or­dy­na­cji mię­dzy wy­ko­naw­ca­mi. Gó­rec­ka (pierw­szy for­te­pian) i Dunn (dru­gi for­te­pian) to brat­nie du­sze i ide­al­ny du­et, w peł­ni kon­tro­lu­ją­cy za­wi­ło­ści utwo­ru. Ko­lor, niu­an­se i śpiew­ny ton roz­brzmie­wa­ją na­wet w naj­trud­niej­szy­ch frag­men­ta­ch. Brzmie­nie i kla­row­no­ść fraz są im­po­nu­ją­ce w mu­zy­ce tak gę­stej i szyb­kiej.

Pierw­sze trzy z Pię­ciu utwo­rów na dwa for­te­pia­ny (do­tych­czas niena­gra­ny­ch przez żad­ną du­żą wy­twór­nię) trwa­ją za­le­d­wie mi­nu­tę każ­dy. Styl, po­dob­ny do we­ber­now­skie­go, po­in­ty­li­stycz­ne­go, wy­ko­rzy­stu­ją­cy peł­ną ska­lę for­te­pia­nu, wy­ma­ga mę­czą­cej gim­na­sty­ki na kla­wi­sza­ch. Rę­ce pia­ni­stów nie­ustan­nie ska­czą po kla­wia­tu­rze zmie­nia­jąc dy­na­mi­kę, to­ny, ar­ty­ku­la­cję czy akor­dy w cią­gu mi­li­se­kund, za­cho­wu­jąc jed­no­cze­śnie spój­no­ść ryt­micz­ną. Du­et w tym sty­lu je­st nie­moż­li­wy do wy­ko­na­nia bez mu­zycz­ne­go czy­ta­nia w my­śla­ch, nie wspo­mi­na­jąc na­wet o do­sko­na­łej pa­mię­ci, słu­chu i tech­ni­ce. Gru­py frag­men­tów dźwię­ko­wy­ch na­le­ży za­mie­nić we fra­zy, z któ­ry­ch wie­le na­gle zmie­nia się z po­je­dyn­czy­ch to­nów w sto­sy spa­da­ją­cy­ch nut. Po­mi­mo ty­ch prze­szkód, zna­ko­mi­te pa­no­wa­nie nad ryt­mem i dy­na­mi­ką Gó­rec­kiej i Dun­na prze­kształ­ca abs­trak­cyj­ne struk­tu­ry w kunsz­tow­ną mu­zy­kę ka­me­ral­ną. Je­st to prze­ło­mo­we na­gra­nie dwojga wir­tu­ozów.

Wie­le z utwo­rów so­lo­wy­ch Gó­rec­kie­go to nie­wiel­kie etiu­dy pe­da­go­gicz­ne po­świę­co­ne kon­kret­nym tech­ni­kom. Wy­da­wać by się mo­gło, że krót­sze utwo­ry są ła­twiej­sze, ale w rze­czy­wi­sto­ści trud­niej je­st osią­gnąć na­tu­ral­ną cią­gło­ść i zna­cze­nie w mi­nia­tu­rze. Słu­cha­cz osią­ga sa­tys­fak­cję już po jed­nym prze­słu­cha­niu ty­ch, za­gra­ny­ch po mi­strzow­sku przez Dun­na, po­ema­tów to­nal­ny­ch dzię­ki je­go do­sko­na­łe­mu wy­czu­ciu li­nii me­lo­dycz­nej i kon­tra­stów. Dzie­więć krót­ki­ch utwo­rów so­lo­wy­ch Z pta­sie­go gniaz­da spra­wia wra­że­nie mu­zycz­ny­ch afo­ry­zmów — krót­ki­ch ob­ser­wa­cji, za­wie­ra­ją­cy­ch praw­dy czy sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ce kon­klu­zje.

Dunn z nie­zwy­kłą wraż­li­wo­ścią wy­do­by­wa sub­tel­ne, prze­strzen­ne, czę­sto nie­po­ko­ją­ce na­stro­je li­rycz­ny­ch utwo­rów for­te­pia­no­wy­ch Gó­rec­kie­go. Nie­któ­re spra­wia­ją wra­że­nie ła­twy­ch do za­gra­nia, jak Ko­ły­san­ka op. 9, z po­wol­nym kon­tra­punk­tem i osti­na­to. Za­gra­nie czte­ro­gło­so­we­go kon­tra­punk­tu nie je­st ła­twe, jed­nak nie­sa­mo­wi­cie wy­ra­fi­no­wa­na kon­tro­la ja­ko­ści to­nu i je­go dłu­gie dźwię­ki to coś, z cze­go Dunn je­st już do­brze zna­ny. In­ter­mez­zo to szcze­gól­nie pięk­ny utwór, w któ­rym Dunn gra świe­tli­ste to­ny, przy­po­mi­na­ją­ce ca­ril­lon. Czte­ry pre­lu­dia op. 1 pre­zen­tu­ją styl bar­dziej in­te­lek­tu­al­nie kon­tem­pla­tyw­ny w li­rycz­ny­ch frag­men­ta­ch. So­na­ta for­te­pia­no­wa nr 1 cha­rak­te­ry­zu­je się róż­no­rod­no­ścią — od per­ku­syj­no­ści w sty­lu Bar­tó­ka i pol­skiej mu­zy­ki lu­do­wej do peł­ny­ch uczu­cia akor­dów w sty­lu re­li­gij­nym w po­łą­cze­niu z bły­sko­tli­wą wir­tu­oze­rią Dun­na.

W swo­ich po­przed­ni­ch al­bu­ma­ch, Dunn po­ka­zał, że je­st mi­strzem Brahm­sa i Cho­pi­na. We współ­pra­cy z Gó­rec­ką, za­de­mon­stro­wał nie tyl­ko mi­strzo­stwo wy­ko­na­nia za­wi­ło­ści mu­zy­ki Gó­rec­kie­go, ale tak­że swo­je od­da­nie au­ten­tycz­no­ści i wszech­stron­no­ść. To dzię­ki te­mu, że Dunn dzie­li się tą ma­ło zna­ną mu­zy­ką z Pol­ski (swo­je­go dru­gie­go do­mu), al­bum ten je­st trium­fem po­śród na­grań mu­zy­ki for­te­pia­no­wej XX i XXI wie­ku. Ma­my wiel­kie szczę­ście, że Dunn i Gó­rec­ka spre­zen­to­wa­li ten wspa­nia­ły dar świa­to­wi for­te­pia­nu.

Meg Freer
LASCENA MUSICALE, MONTREAL
Wspa­nia­le je­st oglą­dać obie­cu­ją­cy­ch, uta­len­to­wa­ny­ch pia­ni­stów i pe­da­go­gów ta­ki­ch jak Jar­red Dunn, któ­ry de­mon­stru­je naj­no­wo­cze­śniej­sze po­dej­ście do gra­nia gam.
MURRAY MCLACHLAN
International Piano
Jarred Dunn performing in Vilnius
Recital Chopinowski w Wilnie, 2018.

Nie­wąt­pli­wie, jed­nym z naj­waż­niej­szy­ch i naj­bar­dziej im­po­nu­ją­cy­ch mo­men­tów kon­cer­tu był wy­stęp co­raz bar­dziej po­pu­lar­ne­go pia­ni­sty, Jar­re­da Dun­na (...) zdo­byw­cy Pierw­szej Na­gro­dy na VII Mię­dzy­na­ro­do­wym Kon­kur­sie Cho­pi­now­skim w Wil­nie.

Pu­blicz­no­ść mia­ła spo­re ocze­ki­wa­nia wo­bec mu­zycz­ny­ch pe­re­łek F. Cho­pi­na — czte­rech Sche­rz: op. 20 (h-moll), op. 31 (b-moll), op. 39 (cis-moll) i op. 54 (E-dur). In­ter­pre­ta­cje Dun­na są god­ne po­dzi­wu — ma sub­tel­ne, wy­ra­fi­no­wa­ne brz­mie­nie i nie­na­gan­ną tech­ni­kę; je­go wy­stę­py są du­cho­we i uno­szą­ce. Je­st on cie­pło przyj­mo­wa­nym wy­ko­naw­cą, któ­ry za­słu­żył na mia­no cza­ro­dzie­ja dźwię­ków i ko­lo­rów for­te­pia­nu.

INGRIDA MIALASUITE
MUZIKOS BARAI, Wilno
Wy­śmie­ni­ty kon­cert utwo­rów Cho­pi­na za­gra­ny przez Jar­re­da Dun­na, wir­tu­oza z nie­zwy­kle wy­ra­fi­no­wa­nym wy­czu­ciem. To wła­śnie tak po­win­no się grać Cho­pi­na — on sam też by się z tym zgo­dził.
ANNIE-LAURIE GAYLOR
FREETHOUGHT TODAY, MADISON WI
Jarred Dunn during a rehearsal at the Isabel Bader Centre
Próba: Bader Centre for the Performing Arts, Kingston, Kanada.

Ce­nio­ny pia­ni­sta Jar­red Dunn wy­stą­pił 16 stycz­nia 2023 r. w Isa­bel Ba­der Cen­tre for the Per­for­ming Arts w King­ston w On­ta­rio, gdzie wraz ze skrzy­pacz­ką Je­anel Liang za­grał re­ci­tal so­lo­wy i ka­me­ral­ny przed za­chwy­co­ną pu­blicz­no­ścią.

Dwie gru­py Ma­zur­ków Cho­pi­na, op. 50 i op. 56, sta­no­wią­ce pierw­szą po­ło­wę re­ci­ta­lu, by­ły wspa­nia­łe — uni­ka­to­we i nie­co nie­co­dzien­ne in­ter­pre­ta­cje, bez sztucz­no­ści wy­do­by­wa­ją­ce tra­dy­cyj­ne ryt­my i we­wnętrz­ne gło­sy ma­zur­ków (...). Te utwo­ry są bar­dziej in­tro­wer­tycz­ne — w prze­ci­wień­stwie do wie­lu Ma­zur­ków Cho­pi­na. Jak mó­wi Dunn: „za­wie­ra­ją naj­bar­dziej oso­bi­ste mo­no­lo­gi Cho­pi­na”. Dunn gra swo­bod­nie, ale z du­żą pre­cy­zją ru­chów, trzy­ma­jąc dło­nie bli­sko kla­wi­szy. Ma — jak to okre­ślam — „dło­nie Cho­pi­na” z dłu­gi­mi, chu­dy­mi pal­ca­mi. Jak do­bry or­ga­ni­sta, ła­two utrzy­mu­je dłu­gie le­ga­to. Je­go pe­da­ło­wa­nie w tym wy­stę­pie by­ło wy­śmie­ni­te — tak dys­kret­ne, że nie­mal nie­do­strze­gal­ne.

Ist­nie­je szcze­gól­ny styl gra­nia Cho­pi­na, po­pu­lar­ny w XIX wie­ku (obec­nie mniej), któ­ry two­rzy nie­wiel­ką asyn­chro­nię mię­dzy le­wą, a pra­wą rę­ką. U nie­któ­ry­ch wy­ko­naw­ców brzmi to eks­cen­trycz­nie lub sztucz­nie i za­kłó­ca płyn­no­ść, jed­nak uta­len­to­wa­ny mu­zyk po­tra­fi w ten spo­sób uzy­skać wy­ra­zi­ste, zmy­sło­we fra­zo­wa­nie, two­rząc nie­ocze­ki­wa­ne ak­cen­ty ryt­micz­ne, po­dob­ne do cha­rak­te­ry­stycz­ne­go sty­lu jaz­zo­we­go nie­któ­ry­ch utwo­rów na for­te­pian. Dun­no­wi uda­ło się wy­ko­rzy­stać asyn­chro­nię w tak ele­ganc­ki i sub­tel­ny spo­sób, z tak wy­ra­fi­no­wa­ną kon­tro­lą fra­zo­wa­nia, że wzbo­ga­ci­ło to har­mo­nię w ża­den spo­sób jej nie za­kłó­ca­jąc.

Je­anel Liang, któ­ra to­wa­rzy­szy­ła Dun­no­wi w dru­giej po­ło­wie, wy­ko­nu­jąc So­na­tę na skrzyp­ce i for­te­pian G-dur op. 78, za­słu­ży­ła na mo­je szcze­re uzna­nie za pięk­ne brz­mie­nie, bez­wy­sił­ko­we kon­tro­lo­wa­nie smycz­ka i ogól­ną mu­zy­kal­ność. Do­brze sko­or­dy­no­wa­ny wy­stęp pa­ry był nie tyl­ko pe­łen wraż­li­woś­ci, ale tak­że dra­ma­tycz­ny w od­po­wied­ni­ch mo­men­ta­ch, bez zbęd­ny­ch po­pi­sów — ide­al­ne wy­ko­na­nie ra­czej sto­no­wa­ne­go utwo­ru mu­zy­ki ka­me­ral­nej.

Meg Freer
LUDWIG VAN TORONTO
Dunn — od­waż­ny in­ter­pre­ta­tor Mo­zar­ta ze świe­ży­mi po­my­sła­mi — utrzy­mu­je za­in­te­re­so­wa­nie pu­blicz­no­ści świet­ną tech­ni­ką, prze­ko­nu­ją­cy­mi in­ter­pre­ta­cja­mi i in­try­gu­ją­cą pre­zen­cją.
Erki Pehk
Dyrektor Artystyczny
OPERAPROMS (TALLINN)
Covers of Brahms' works' first editions
Pierwsze edycje Klavierstücke op. 119 i Fantasien op. 116 Brahmsa.

Gra Dun­na je­st nie tyl­ko re­zul­ta­tem świet­ne­go tre­nin­gu. Dunn pre­zen­tu­je pre­cy­zje Lu­pu, wy­czu­cie kie­run­ku, w ja­kim zmie­rza mu­zy­ka oraz wie­dzę o tym, jak wy­ko­rzy­stać po­ten­cjał for­te­pia­nu w za­kre­sie bar­wy dźwię­ku. Tak jak Ra­du Lu­pu, Jar­red Dunn je­st pia­ni­stą „my­ślą­cym”, któ­ry wie, jak roz­mie­ścić nu­ty tak, aby efekt koń­co­wy nie brz­miał wy­ra­cho­wa­nie. Je­go Op. 119 nr 1 to spo­koj­na kon­tem­pla­cja, wol­na od prze­sa­dy, cał­ko­wi­cie uda­na kre­acja.

Jar­red Dunn, po­eta for­te­pia­nu, gra Brahm­sa z wro­dzo­ną i li­rycz­ną sub­tel­no­ścią, któ­ra mo­że zmie­nić po­strze­ga­nie je­go mu­zy­ki przez słu­cha­czy. Tak, sły­chać tu skom­pli­ko­wa­ne ryt­my krzy­żo­we, syn­ko­py i roz­bu­do­wa­ne akor­dy Brahm­sa, ale nie są one pre­zen­to­wa­ne ja­ko wy­czy­ny (...). W grze Dunna, mu­zy­ka póź­ne­go okre­su twór­czo­ści Brahm­sa znaj­du­je wier­ne­go in­ter­pre­ta­to­ra, któ­ry za­głę­bia się w ży­cie we­wnętrz­ne każ­de­go utwo­ru. Z pew­no­ścią Dunn do­ce­nił­by słu­cha­czy cie­szą­cy­ch się kon­tem­pla­tyw­nym od­kry­wa­niem te­go pięk­ne­go al­bu­mu.

Meg Freer
Piano Professional (UK)
„Za­to­pio­na ka­te­dra” w wy­ko­na­niu Dun­na by­ła su­ge­styw­na i mi­stycz­na, a za­rów­no wstęp, w któ­rym ka­te­dra wy­ła­nia się z mo­rza, jak i za­koń­cze­nie, gdzie po­now­nie to­nie w wo­dzie, by­ły przed­sta­wio­ne im­po­nu­ją­co.
Donald Isler
NEW YORK CLASSICAL MUSIC GUIDE

Zoczy­wi­stym en­tu­zja­zmem przy­ku­wał na­szą uwa­gę swo­ją nie­na­gan­ną tech­ni­ką i peł­ny­mi pa­sji in­ter­pre­ta­cja­mi (...). Na sce­nie ema­no­wał skrom­no­ścią i po­ko­rą, któ­re skry­wa­ły głę­bię i ta­lent (...). Pu­blicz­no­ść z za­par­tym tchem słu­cha­ła pięk­ny­ch Pre­lu­diów op. 1 pol­skie­go kom­po­zy­to­ra, Ka­ro­la Szy­ma­now­skie­go, po­ru­sza­ją­cy­ch akor­dów Cho­pi­na (Bal­la­da op. 47), ra­do­sny­ch dźwię­ków So­na­ty D. 664 Schu­ber­ta i bły­sko­tli­wej kul­mi­na­cji So­na­ty fis-moll op. 11 Schu­man­na.

Okrzy­ki, któ­re roz­le­gły się, gdy pal­ce Dunna po raz ostat­ni opu­ści­ły kla­wi­sze, by­ły rów­nie gło­śne jak pod­czas me­czu ho­ke­ja.

John wiebe
VALLEY CONCERT SOCIETY (VANCOUVER BC)
Kto by po­my­ślał, że zo­sta­ły jesz­cze ja­kieś nie­na­gra­ne opu­so­wa­ne dzie­ła Hen­ry­ka Mi­ko­ła­ja? Pięć utwo­rów na dwa for­te­pia­ny op. 13 da­ją wgląd w etap je­go se­rial­ny­ch eks­pe­ry­men­tów. Przy pierw­szym for­te­pia­nie za­sia­da cór­ka kom­po­zy­to­ra, ale to part­ne­ru­ją­cy jej Jar­red Dunn kon­ty­nu­uje na­gra­nie kom­ple­tu spu­ści­zny Gó­rec­kie­go. Po­le­cam zwłasz­cza de­li­kat­ną Ko­ły­san­kę op. 9.
Krzysztof Stefański
Ruch Muzyczny, Czego słucham #18
Ruch Muzyczny – Logo

Od­kąd III Sym­fo­nia („Sym­fo­nia pie­śni ża­ło­sny­ch”) wy­nio­sła go na nie­spo­ty­ka­ne do­tąd dla kom­po­zy­to­ra współ­cze­sne­go wy­ży­ny, Hen­ryk Gó­rec­ki zna­ny je­st głów­nie z dzieł or­kie­stral­ny­ch i chó­ral­ny­ch. Nie był on płod­nym kom­po­zy­to­rem utwo­rów na for­te­pian; ni­niej­szy al­bum je­st je­go kom­plet­ną ko­lek­cją utwo­rów na je­den i dwa for­te­pia­ny. O zna­cze­niu tej mu­zy­ki świad­czy jed­nak obec­no­ść cór­ki kom­po­zy­to­ra, An­ny Gó­rec­kiej, w utwo­ra­ch na dwa for­te­pia­ny. By­ła ona na­uczy­ciel­ką głów­ne­go pia­ni­sty, Jar­re­da Dun­na. Dunn po­sia­da do­sko­na­łe wy­czu­cie po­łą­cze­nia lu­do­we­go na­cjo­na­li­zmu i ato­nal­ny­ch wpły­wów, któ­ry­mi cha­rak­te­ry­zu­ją się wcze­sne utwo­ry Gó­rec­kie­go. Więk­szo­ść tej mu­zy­ki po­cho­dzi z okre­su wcze­snej twór­czo­ści Gó­rec­kie­go. Z po­cząt­ku in­spi­ro­wał go Bar­tók, a Z pta­sie­go gniaz­da op. 9a skła­da się z krót­ki­ch utwo­rów przy­po­mi­na­ją­cy­ch te tech­nicz­nie pro­ste, ale ni­gdy nie po­zba­wio­ne wy­ra­fi­no­wa­nia z Mi­kro­ko­smo­su Bar­tó­ka.

Po­dob­nie jak in­ni współ­cze­śni mu kom­po­zy­to­rzy, Gó­rec­ki eks­pe­ry­men­to­wał z se­ria­li­zmem i Pięć utwo­rów na dwa for­te­pia­ny op. 13 z ro­ku 1959 sta­no­wi cie­ka­wy przy­kład wy­ko­rzy­sta­nia tej tech­ni­ki (cho­ciaż kom­po­zy­tor wy­rze­kł się spo­rej czę­ści swo­jej twór­czo­ści w tym nur­cie), z wy­ko­rzy­sta­niem skom­pli­ko­wa­ne­go ryt­mu, ale jed­nak nie prze­strze­ga­ją­cym wszyst­ki­ch za­sad se­ria­li­zmy tam­ty­ch cza­sów. Znaj­dzie­my tak­że mniej­sze utwo­ry o oso­bi­stym zna­cze­niu, z któ­ry­ch czę­ść po­cho­dzi z póź­niej­sze­go — bar­dziej przy­stęp­ne­go — okre­su twór­czo­ści, za­li­cza­ją­ce­go się do pol­skie­go nur­tu so­no­ry­zmu. Spójrz­my na Qu­asi val­se, z Róż­ny­ch utwo­rów op. 52 (skła­da­ją­cym się z dzieł z róż­ny­ch okre­sów); je­st to hu­mo­ry­stycz­ne spoj­rze­nie na do­świad­cze­nia ty­ch, któ­rzy przy­słu­chi­wa­li się ćwi­czą­cym na for­te­pia­nie. Choć na pły­cie zna­la­zły się mniej po­pu­lar­ne utwo­ry Gó­rec­kie­go, ser­wu­ją je ar­ty­ści do­brze zna­ją­cy je­go mu­zy­kę — ich al­bum je­st bar­dzo in­te­re­su­ją­cą pro­po­zy­cją dla wszyst­ki­ch wiel­bi­cie­li twór­czo­ści pol­skie­go kom­po­zy­to­ra.

James Manheim
All Music